
Monika Chabasinska
Czy zastanawialiscie sie panstwo jak radzila sobie i jak wygladal zwykly dzien nastolatki z PRL-u? Jesli nie to zapraszam do przeczytania mojego artykulu jak to bylo w PRL-u
Warszawa nie tonie w smieciach i dlugach jak Nowy Jork, nie jest nekana zamachami jak Rzym, ani strajkami listonoszy, jak Paryz. W Warszawie nie zdarzaja sie wielkie awarie elektrycznosci, listy wczesniej czy pozniej na ogol dochodza, a kiedy spadnie snieg chociaz wszyscy narzekaja na zimno i mroz zycie w Warszawie wcale nie zamiera. Gdy tak lezac sobie w lozku sluchalam, co mama mowi do taty zrozumialam, ze to juz ta godzina zeby wstac, poniewaz nie jest wcale tak kolorowo i pieknie w tej naszej Warszawie, jak mowi mama.
Dochodzi juz powoli godzina 6.30, co oznacza zakupy. Pogoda za zamazanym i zakurzonym oknem od mojego pokoju powoli sie poprawia. Deszcz juz przestal stukac w szyby i zza chmur wychodzi slonce. Z wielkim lenistwem i brakiem jakichkolwiek checi do zycia zwlekam sie z lozka, ubieram i ide przywitac sie z rodzicami. Nie prowadzimy zadnej pogawedki, gdyz trzeba szybko biec do sklepu po podstawowe rzeczy. Mama juz ma przygotowane dla mnie kartki nawet nie trzeba robic listy zakupow wszystko jest napisane co dzis moge kupic.
Po wyjsciu z domu pogoda sie o wiele bardziej poprawila, slonce swieci w zmeczone twarze warszawiakow, ktorzy wiecznie za czyms gonia, kazdy jest obojetny, nikt na nikogo nie zwraca uwagi. W sklepie jak zwykle kolejki, znowu spedze w nich godzine. Kobiety jak zwykle, jak to bywa kazdego dnia kloca sie o miejsce, inne starsze osoby plotkuja, co dzieje sie w ich kamienicach - o tym, ze dozorca znowu jest nowy, ze kolejny zajmuje tylko mieszkanie. Inni sie rozpychaja sa dla siebie niemili, gdzies z przodu placze jakies dziecko - zmeczone z powodu wczesnego wstawania na zakupy. Pewien mezczyzna probuje udobruchac sprzedawczynie by zamienic wodke na papierosy. W tym celu usmiecha sie, prawi rowniez komplementy. Zarumieniona sprzedawczyni nie potrafi odmowic mezczyznie, wiec z za lady wyciaga mu paczke papierosow. W ten wlasnie sposob mija jakby niekonczaca sie kolejka. Po 45 minutach stania w koncu potezna sprzedawczyni drze sie w moja strone. - Co podac? - pyta. Biore zawsze to samo - chleb, smalec, kawalek kielbasy, ale o to ostanie oczywiscie najtrudniej wiec sprzedawczyni proponuje papier toaletowy, gdyz dzis go jest pod dostatkiem. Co mam zrobic? - oczywiscie biore, bo trzeba brac co jest.